Zamknięty Temat
Strona 1 z 4 1 2 3 4 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 32

Jak Alusia i Julcia pojawiły się na świecie... 27.12.2012 r.

  1. #1
    beatkaa1984
    Mamuśka

    Jak Alusia i Julcia pojawiły się na świecie... 27.12.2012 r.

    Advertisement



    Moje kruszynki pojawiły się na świecie 27 grudnia, chociaż planowany termin był na 10 marca 2013 a rodzić jak mój lekarz powiedział będę zapewne w lutym.. niedoczekały...

    24 grudnia nic nie wskazywało na to, że będę rodzić tak szybko NIC a NIC! Czułam się bardzo dobrze, najpierw jedna wigilia, potem pojechaliśmy do mojego eMa na Wigilię i było sympatycznie. Mikołaj potem Pasterka na której siedziałam nie zmęczyłam się ani nic... poszliśmy spać gdzieś koło 00.30 może później... skurcze chyba zaczynałam czuć około godziny 3, ale myślałam że mi się śni, no ale skurcze zaczęły się częstsze, od 4 nie mogłam spać.. zaczęłam liczyć a tam systematycznie co 10 minut... Nospa nie pomagała.. zaczęłam się zgarniać ubierać i mówię do eMa jedziemy do szpitala bo to coś poważniejszego... ale jeszcze poszłam do łazienki i miałam jakieś rozwolnienie, jeszcze myśl może to jednak nie skurcze? a jednak ciąg dalszy nastąpił...

    pojechaliśmy do szpitala oddalonego o ok. 35 km tam bardzo niemiły lekarz i pielęgniarka, bardzo bolesne badanie i tekst że 5 cm, domyśliłam się że rozwarcie, ale mówię że ja nie zostaję w szpitalu, to tylko ze trzy razy pytał czy wiem co robię powiedziałam że tak.. szczególnie jak powiedział ze potrzymają mnie ze 2 dni wyciszą i przewiozą i tak do Wawy... nie chciałam czekać.. chyba Bóg nad nami czuwał...

    Kolejne około 60 km do szpitala przejechaliśmy w około 20 -25 minut... do mojego szpitala tam już lekarz powiadomił, że jestem badanie- z dziewczynkami dobrze, wzięli mi posiew, zbadała szyjka - rozwarcie na dwa palce... telefon na patologię, gdybym urodziła to byłoby miejsce tylko dla jednego maleństwa.. zaczęli szukać szpitala i tak trafiłam do IMiD w Warszawie i chyba kolejny raz ktoś nad nami czuwał... szybko przejechaliśmy tam szybko KTG, USG ile małe ważą, wywiad i na porodówkę...

    Tam kolejne KTG bardzo długie, dostałam trzy kroplówki, do tego lek na podtrzymanie skurczów i przeszło... rozwarcie było ale udało się uspokoić i wyciszyć organizm... potem na patologię, zakaz chodzenia siadania, tylko z boku na bok mogłam się kłaść, załatwiać się do basenu, wymyć się nie mogłam.. Najważniejsze że skurczy nie było! ale cóż przyszedł wieczór delikatne skurcze, ale minęły.. noc, dziewczynę z pokoju wywieźli na porodówkę, ja potem się załatwiam odstawiłam basen a wtedy zaczęła ze mnie lecieć woda.. siostra pojawiła się szybko, no i na porodówkę.. ja cała w nerwach, łzy w oczach, dlaczego tak szybko, jeszcze nie minęło 48 h od podania leków na płucka i mózg (podane 25.12 rano) ale lekarz zrobił USG starczy wód, ktg nie wskazuje na poród długie ktg, dostałam antybiotyki i znów na patologię.. to było około 2 w nocy, eM był przy mnie przyjechał na patologii skurcze... podwyższyli dawkę leku na dawkę 5 (maksymalna to 6) uspokoiło się...wytrzymałam 26.12 bez skurczy, zaczęły się w nocy ale nie były mocne raczej przepowiadające...

    27.12 - decyzja lekarza odstawiamy lek na skurcze..na początku zmniejszone z 5 na 3, potem o 14 na 2, o 18 odstawione... zaczęły się delikatne skurcze jak eM był ale wysłałam go do domu żeby zjadł odpoczął.. wiedziałam że to dzisiaj ale nie wiedziałam że to tak szybko! zaczęły się skurcze 2 co 10 minut, 2 co 8 minut, potem już co 2 minutki skręcałam się z bólu, nie wiedziałam co się ze mną dzieje.. napisałam eska do eMa że nie wytrzymuje że skurcze coraz gorsze.. dzwoni ja przerywam przez skurcze eM jedzie... mi podłączyli KTG skurcze delikatnie widoczne na ktg ja się skręcam z bólu.. podobno czerwona jak nie wiem byłam, wyglądałam jak na haju jak to stwierdzili co chwilę wołałam lekarza, mama kolejny raz szła żeby zawołać, a w tym czasie przyszła lekarka bada mnie - PEŁNE ROZWARCIE.. było godzina 20 z minutami... wszystko biegiem w momencie znalazłam się na stole, bardzo szybkie znieczulenie, cewnik(który nie wiedziałam że podłączają) dostałam kroplówek ze trzy, mówię że mnie mdli no to jakiś zastrzyk wysmarowali i cięcie...
    o 20.31 pojawiła się na świecie Alusia ważyła 1120 gram i mierzyła 36 cm.. usłyszałam jak płacze uspokoiłam się... kolejna minuta trwała wieczność usłyszałam wychodź mała...
    o 20.32 pojawiła się na świecie Julcia ważyła 1230 gram i mierzyła 44 cm.. tutaj jak wyjmowali ją z brzuszka to usłyszałam płacz i prawie się na stole nie popłakałam...

    mój eM wiózł je do inkubatorków i tam cała pomoc... potem wrócił do mnie i siedział dość długo... radość przeplatająca się ze strachem...

    teraz walczą a ja wierzę że wszystko skończy się dobrze i że lada moment będą w domku i będziemy mogli się nimi cieszyć

    Bo już jest nas Czwóreczka nie dwójka.. teraz już 4 serduszka, 4 osobowa rodzina




  2. #2
    jagoda1
    Mamuśka
    Az sie popłakałam ,teraz juz wszystko bedzie dobrze


  3. #3
    susiee
    Mamuśka
    Gratuluję! I trzymam kcuki!!!


  4. #4
    Chili
    Mamuśka
    Beatko wszystko będzie dobrze


  5. #5
    AWA23
    Mamuśka
    siedzę i ryczę


  6. #6
    beatkaa1984
    Mamuśka
    ja co sobie przypomnę to też ryczę


  7. #7
    niuska231
    Mamuśka
    OJJ pospieszyly sie dziweczyny nooo ale bedzie wszystko dobrze, sine sa i juz niedlugo nabiora slusznej wagi i pjdzieie do domku


  8. #8
    gosia21
    Mamuśka
    No to do kompletu i ja się płakałam...
    Beatko życzę dużo siły dla Ciebie, eMa i dziewczynek


  9. #9
    oLiCa
    Mamuśka
    Beatko, dzielna z Ciebie kobieta! Gratulacje!!
    Trzymam kciuki za szybko powrót Dziewczynek do domu


  10. #10
    niezapominajka
    Mamuśka
    Cudnie
    Zdrowka dla kruszynek!


Zamknięty Temat
Strona 1 z 4 1 2 3 4 OstatniOstatni