kobitki, proszę o poradę
Pracuję na czas określony do końca października 2010. Mam pracę biurową. rozważam pójście na L4 w najbliższym czasie (około 3 tygodnie). Nie dlatego, że mi się nie chce, ale mam bardzo nerwową pracę i nie mam czasu nawet na normalne jedzenie. Siłą rzeczy moje wyjście do wc powoduje lament i marudzenia tych wszystkich, którzy potrzebują mnie "tu i teraz".
Jak wygląda kwestia informowania szefów i współpracowników? Lekarza mam za półtorej tygodnia, teraz wiem, że jest piękny pęcherzyk w samym środeczku macicy. Jeśli mam wybór - spokojne ciążowanie czy stres i ryzyko powikłań (wątpię, żeby ktokolwiek przejął się mym stanem), to wybieram to, co mi się należy - zwolnienie lekarskie. Umowa nie zostanie mi przedłużona, więc ten problem mam z głowy, nie wracam.
Przychodzę jutro do pracy i co? milczę?
Ide za ponad tydzień do lekarza, potwierdzam serduszko i...?
a) informuję telefonicznie, że mnie nie ma, wysyłam faxem L4 i dostarczam do kadr?
b) jadę do pracy normalnie, idę do szefa, kładę mu L4 i wracam do domu?
c) wcześniej mówię współpracownikom o swoich planach, by mogli się przygotować, ta informacja leci do zarządu i mam problem?
Może to głupie ale z lojalności (naiwnej) nie chcę ich zostawiać z problemami i nie chcę mieć probemów z przejściem na L4.
Czy ktokolwiek może ode mnie wymagać pomocy w pracy (pracowania) w domu bądź przyjazdu czy innych form wsparcia?
Proszę doświadczonych o porady praktyczne