Linki widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników Zarejestruj się
No ze śmiechu, gdy przeczytałam opis porodu - też tak chcę - żądam i siem oflaguję :>:
(...)
Trzy lata temu cz.III
Kiedy Matka odkryła wreszcie samolot, MiaUżon został bezceremonialnie wyproszony za drzwi.
Pani położna się uzbroiła i zanurkowała.
-"Kobieto!!!" - zawyła
-"No mówiłam, że przyjechałam za wcześnie! Dopiero z osiem -dziewięć skurczów miałam!" - zaczerwieniła się Matka, ale położna nie słuchała. Nie słuchała, bo jej nie było.
Matka rozejrzała się z trudem i uznała, że nie lubi, kiedy się ją zostawia samą na samolocie. Żadnej kurtuazji, no żadnej.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i położna wpadła z wózkiem.
-"Kobieto, no złaź szybko! Ty rodzisz!!! Zanim te lekarze kawę wypiją i tu zlezą, to będziemy mieli klops!!!"
-"O ile mi wiadomo, to ma być dziewczynka..." - Matka próbowała nieśmiało oponować, ale położna wepchnęła ją na wózek, rżnęła papiery z wyższym wykształceniem i pognała przed siebie z Matką, której od pędu podwiewało krótką koszulinkę. Minęły zdumionego MiaUżona, który po krótkiej chwili zrozumiał, że najlepiej będzie galopować za czołówką robiąc za jednoosobowy peleton. Nie szło mu za dobrze i Matka słyszała za sobą grzechot podrzucanego aparatu, brzęk łyżeczki i kubka, tudzież głuchy łoskot, bo MiaUżon dużym jest.
Kiedy przejeżdżały przez hol, Matka dojrzała znajomego pacjenta z nogą w gipsie, który rozpaczliwie próbował wycofać się na tyły, ale nie było jak, bo albo ściana, albo drzwi windy.
-"Z drogi, bo ja tu pracuję!!!" - zaryczała położna i najechała na nieszczęśnika. Matka zobaczyła tylko, jak drzwi windy, która właśnie nadjechała, otwierają się i gość w nie wpada. Założy się, że pojechał natychmiast wypisać się na własną prośbę...
Po przebyciu długaśnego korytarza położna wyjęła tajemny klucz, dzięki któremu Matka miała okazję przejechać się windą towarową. Okazja była jednakowoż długotrwała, gdyż winda stanęła między pierwszym a drugim piętrem i ani dudu. Matka rozejrzała się i stwierdziła, że tak obrzydliwej o obskurnej windy jeszcze w życiu nie widziała.
-"Jak ja mam tu rodzić, to ja rezygnuję. Wracam!"
-"Pani nie wraca" -sapała położna naduszając wszystkie guziki po kolei - "zaraz uruchomię tę cholerę. Tylko pani nie rodzi!!!"
Cholera posłuchała i przesunęła się na drugie piętro. Położna dognała pod pokój lekarzy i wrzasnęła w czeluść:
-"Pacjentka rodzi!!! Szybko!!!"
Po długiej chwili wyczłapało dwóch lekarzy - młody i stary i jednocześnie podrapali się w głowy.
-"Dziesięć centymetrów! Nie ma co stać!!!" - huknęła na nich położna.
Młody doktorek siorbnął kawę z obtłuczonego kubka.
-"To jakoś tak trochęście późno przyjechali?"
Matkę zapowietrzyło z lekka.
-"Zaczęłam mieć skurcze pół godziny temu..." - zaczęła
-"Eeeeee..." - machnął ręką starszy doktorek - "To gdzie tam już..." - po czym zniknął kończyc obiad.
Położna popędziła na koniec, do sali porodów rodzinnych.
-"Pierwszy rodzinny od ośmiu dni!" - powiedziała z dumą - "Bo wie pani, wszystkie baby się wstydzą i nie chcą!"
Matka rozejrzała się i pomyślała sobie, że chyba nawet więcej, niż od ośmiu dni, bo wszystko pokrywał równą warstwą bardzo elegancki, ale jednak kurz.
Jakieś kobietki zakrzątnęły się, pozakładały Matce kabelki i nie wiedzieć czemu wsadziły pod tyłek basen.
-"Ja przepraszam bardzo, nie wiem, czy panie są zorientowane, ale ja rodzę"
-"Tak, tak" - machnęła ręka połozna szorując wanienko-zlew.
-"Ale ja juz rodzę. Niech pani wyjmie mi ten przedmiot, bo jak ja dziecku powiem, że wpadło do nocnika???"
Tym razem położna bardzo się zainteresowała. Zajrzała, co słychać.
-"O matko! Pani rodzi!!!"
-"Niemożliwe?!"- zdziwiła sie uprzejmie Matka i po pół minucie urodziła Maryśkę.
W drzwiach pojawił się stary doktorek.
-"O! Już? No to ładnie" - i poszedł skończyć kawę.
Przysłał Młodego.
-"O! To już?" - zdziwił się młody - "No to może panią pozszywam?"
-"A może niekoniecznie?" - próbowała się targować Matka
Młody zajrzał. Co oni tak, psiakość ciagle Matkę podglądają?
-"Oj, chyba jednak..." - powiedział nakładając na łeb gustowny kalafiorek z flizeliny. Każdy lekarz wygląda w nim jak fiut. No Matka przeprasza bardzo. Powiesić projektanta. Nie mogą sombrera z flizeliny zrobić? Jakby tak ją wykrochmalili?
Młody zaczął zszywac Matkę. Matce nie wydaje się, żeby dostała choć trochę jakowegoś znieczulenia i nie było to porażająco przyjemne.
-"Pani mi ucieka!" - zaprotestował po chwili młody.
-"A proszę bardzo panie doktorze. Niech pan się tu położy a ja pana kłujnę! I zobaczymy!" - warknęła Matka
Położne turlały się za zasłonką.
-"Bo wie pan co, panie doktorze?" - Matka postanowiła się w swej nieludzkiej złośliwości popastwić nad doktorkiem - "Ja nie wiem, czemu to mnie musi k... bardziej boleć niz sam poród..."
Ale doktorek juz skończył.
A Matka dowiedziała się kilka dni później od zgoła innego lekarza, że opowiadał zachwycony:
-"Ale mi się fajna pacjentka trafiła! K... do mnie powiedziała!!!"
No i proszę, jak niewiele człowiekowi do szczęścia trzeba...