Hej, kope lat piszę tutaj bo wariuje z nerwów, a wiem, że znacie się na tym lepiej niż ktokolwiek. Otóż, o pco uslyszalam pierwszy raz jak miałam 15 - 16 lat, ale kto by się wtedy przejmował jak miałam 23 lata problem powstał, zaczęłam tyć, zanikly miesiączki i zaczęłam się źle czuć. Ginka zapisała luteine, okres przyszedł.. nawet niechcący zaszłam w ciążę ale to niektóre wiecie. Od tamtej pory nie było tematu jak pco. Czasem na usg widoczne koraliki, ale zazwyczaj czysto. Pół roku temu również. Dodam, że od 2 lat mam założona mirene. Od kilku tygodni zaczęły pobolewac mnie piersi. Coraz mocniej. Bolą plecy, brzuch, czuje się źle a oprócz tego zjawił się silny stres bo jestem delikatnie mówiąc panikarą. Poszłam do ginki żeby zbadala piersi, powiedziała ze nie zbada i żebym sobie zrobiła usg. Stwierdziła że pewnie w ciąży jestem i wolała zajrzeć na dol okazało się, że na obu jajnikach mam torbiele 5x4 i 4x3 wypełnione krwią. Dała duphaston i za 20 dni mam przyjść na usg. Zleciła tylko badanie prl i estradiolu, które wyszły w normie. Cała winę zwalila na pcos. Co o tym myślicie? Czy winna może być wkładka? Czy torbiele mogą być powodem bólu piersi? Boli mnie brzuch, goni mnie na kibelek, czuje się generalnie bardzo źle i chce mi się płakać. Nie odróżniam juz co boli mnie przez to, a co od stresu. Chyba najbardziej szukam jakichś słów pocieszenia, bo nie panuje nad stresem i ciężko mi się funkcjonuje