+ Odpowiedz na ten temat
Strona 1 z 39 1 2 3 4 5 11 ... OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 387

Nasze historie walki o dziecko

  1. #1
    kattrin1
    Stały Bywalec

    Arrow Nasze historie walki o dziecko

    Advertisement

    to chyba temat dla mnie...

    Niepłodność od 7 lat... nie znana przyczyna...
    tzw. weteranka w staraniach, która nie poddaje sie (z małymi przerwami...)

    Fajny temat by porozmawiać o niepłodnosci, jej przyczynach, skutkach i naszej psychice...


    zapraszam do wspólnej wymiany zdań i moze pomysłów jak sobie z nią radzic??


    Ostatnio edytowane przez AngelEyes ; 03-24-2010 o 12:18

  2. #2
    joannaz
    Mamuśka
    no super
    ja z niepłodnością walczyłam 2 lata, cudem....sie udało

    Życzę tego wszystkim staraczka

  3. #3
    hope
    Mamuśka
    ja walcze juz ponad 2 lata, przyczyna to PCOS, coraz mniej wiary w powodzenie

  4. #4
    kattrin1
    Stały Bywalec
    joannaz, mam wielką prośbe, opisz swoje 2 latka starań jak możesz i Twoje cudowne zaciązenie - niech to bedzie tez watek o tym ze z niepłodnoscią mozna wygrac

    hope, witam... nigdy sie nie poddawaj - wiele dziewczyn z PCOS sa mamusiami przecież, napisz o swoich badaniach i leczeniu

  5. #5
    indygo.m
    Olimp
    ja walczyłam też prawie 2 lata..ale ważne żeby walczyc do końca, nawet jak wiary brak

  6. #6
    kattrin1
    Stały Bywalec
    indygo.m, słonce ty tez opisz w wolnej chwilce swoje starania ku pociesze dla niepłodnych jeszcze walczących cio??

    chciasłabym zrobic taka liste mała, by dac nadzieje innych dziołchom, ze kazda sie doczeka swojego cudu

  7. #7
    joannaz
    Mamuśka
    Cytat kattrin1 :
    joannaz, mam wielką prośbe, opisz swoje 2 latka starań jak możesz i Twoje cudowne zaciązenie
    no co tu pisac, wszystkie historie podobne.........

  8. #8
    indygo.m
    Olimp
    znajde chwilke to opisze na pewno kattrin1,

  9. #9
    hope
    Mamuśka
    kattrin1, na pewno opisze w wolnej chwili

  10. #10
    indygo.m
    Olimp
    u nas starania zaczęły się spokojnie..przez rok mierzylam temperature i obserwowałam cykle...doszłam do wniosku że nie mam wogóle owulacji...trafiłam na gina który podejrzewał pco, ale ponieważ długo trwało u niego diagnozowanie i nie miał swojego usg, to postanowiliśmy się udac do Kliniki leczenia niepłodności "Invicta"...
    ..tam trafiłam do lekarza który na podstawie wywiadu ze mną i badań stwierdził u mnie pco i hiperprolaktynemie a u małża upłynnienie enzymatyczne nasienia..
    ..taka diagnoza była trudna do przełknięcia ale cieszyłam się bo dostałam od razu leki i byłam pełna nadzieji...
    ...niestety walka była trudna bo leki nie działały..stwierdziłam jednak że powoli do przodu, poniewaz mój lekarz co wizyte zlecał nam badania i dokładał nowe leki..wiedziałam ze coś się dzieje i dażymy do celu..
    ..cięzko okropnie było gdy na forum pojawiały się nowe ciężarówki..to straszne uczucie..zazdrość, żal..ale walczyłam , choc bez wiary z każdym kolejnym cyklem...
    wiedziałam że dopóki ktoś lub kilku lekarzy mi nie powie że juz nie mamy nadziei na dzidzie biologiczną to będę robiła wszystko zeby dać małżowi naszą kruszynkę...nastawiałam sie powoli że w wieku 35 lat chcę adopcji..małż przystał na to...czułam się taka bezwartościowa jako kobieta..to uczucie nie do zwalczenia...
    nie robiłam testów ciążowych, bo nie wierzyłam, szkoda tylko kasy na to...
    po kilku cyklach z kolejnymi lekami nic...musiałam schudnąć..schudłam 13 kg choc nadwagi nie miałam..leki zaczęły działać...ale nadal
    małz dostał nową pracę..miał wyjechać na 9 miesięcy i byc tylko w week..powiedziałam to ginowi i on stwoerdził że w takim razie nie ma mnie sensu leczyć i kończymy z lekami..dał mi jeszcze na ostatni cykl dexometazon (sterydy) ..kupiłam je..nastawilam się na egoistycznie-hedonistyczne wakacje ( bo to maj był)- rok temu dokładnie... powiedziałm sobie ze zyc trzeba dalej choc serce ciężkie i zaciśnięte..będę balować, pić pifffko w knajpkach na plaży, opalać się, pracować i korzystać z życia, rozpieszczać się...
    pojechaliśmy z małżem na hel, imprezowaliśmy, zapomnieliśmy o tym ze starania były wyznaczone po zastrzyku, ze 2 dni był tak jak gin kazał z lezeniem całonocnym po...zapomnieliśmy ze moze sie udać...
    2 dni po terminie @ zaczęłam się zastanawiać o co chodzi..a moze jednak? kupiłam więc test w sekrecie przed małżem żeby mu nie robic nadziei..olałam go o 17.05 13-tego maja... czekałam..po minucie nic...i pomyslałam " na co ty głupia liczyłaś"..znów smutek po tej iskierce nadziei, która zaczęła sie tlić przez opóźnienie którego nigdy przy owu nie było...
    położyłam test w innym pokoju i wróciłam zeby go wyrzucić po 2 kolejnych minutach.. i.... było tam coś..cień...poleciałam do światła przy oknie...była II kreska..serce waliło mi w gardle..płakałam..tak bardzo płakałam... ze szczęścia...
    ..uspokoiłam się bo ciągle je widziałam ..II kreski..moje dziecko!!!!!!
    poszłam do małża i spokojnie go spytałam czy też to widzi..widział...
    ..nasze szczęście się do nas coodziennie śmieje a my całujemy je dziękując codziennie Bogu..
    ..więc kochane nawet jak juz nie wierzycie walczcie do końca, a ujrzycie to co ja...cud!

+ Odpowiedz na ten temat
Strona 1 z 39 1 2 3 4 5 11 ... OstatniOstatni

Tagi dla tego tematu


Fajne strony