Opowiem Wam moją historię...oby była z happy endem!
Advertisement
Zaszłam w ciąże z owulacji, która odbyła się w 53 dc! Odkryłam ja przypadkiem na USG u lekarze który miał mnie leczyć na bezpłodność. To miała być moja pierwsza wizyta kontrolna, a tu niespodzianka. Endometrium tez wyhodowałam ładne wiec dostałam zastrzyk. Staranka były oczywiście.
Od chyba 11 dpo miałam plamienia wiec byłam pewna, ze jak zwykle nici z tego. Czekałam wiec na @ z niecierpliwością, miałam już zestaw badan do zrobienia i termin kolejnej wizyty ale okres nie chciał przyjść tylko plamienia.
14 dpo wieczorem zrobiłam test owulacyjny i pokazała się ciemna kreska ale nie identyczna. Kupiłam wiec test ciążowy i stwierdziłam, ze jak mnie @ nie nawiedzi w nocy, a tempka nie spadnie to testuje. 15 dpo test….i pozytyw. Dziewczyny starałam się o dziecko ale był szok.
Tego samego dnia beta i wynik 116,37.
Lekarz stwierdził….czyżbym tak szybko Panią wyleczył? Widocznie tak, bo kazał się cieszyć bo wszystko jest na dobrej drodze.
Przepraszam za długi opis ale starałam się tyle lat, w międzyczasie przerwa z powodu ogromnych zawirowań życiowych, PCOS, brak owulki…a tu nagle strzał za 1 razem.
Proszę o kciuki i wsparcie dla mnie i mojej kruszynki.