kochene teraz nadeszla moja kolej na opisanie swojego porodu wiec...
po dwoch niezbyt udanych porodach sn zdecydowalam sie na cc, tak naprawde do konca nie bylam pewna czy podjelam sluszna decyzje...na 28lipca mialam zaplanowane cc ..najpierw mialo byc na 6.30 rano pozniej przelozyli na ok.10 wiec o 10 zjawilismy sie z mezem w szpitalu...
nie bylo juz odwrotu -strach bylo ogromny...najbardziej balam sie cewnika ,ale jedno wam powiem ...to nic nie boli jezeli ktos umie go zalozyc nic kompletnie nic nie czulam ...tak wiec przygotowana do cc ...czekalam wraz z m na przyjsce lekarza hm...czekanie sie dluzylo jak diabli okazalo sie ze w szpitalu maja inne nagle zdarzenie i dalej musze czekac... jeju ...i coraz bardziej sie balam ....wkoncu przyszla polozna i przewiezli mnie na sale mojemu m kazali sie przebrac (hihi....wszyscy wygladali jak ufoludki cali na zielono) a mnie zabrali na sle gdzie miala byc cesarka...zdecydowalam sie na znieczulenie pda chociaz malo co wierzylam ze mi je podadza poniewaz kiedys juz mialam miec robione i niestety moj kregoslup jest heh....dziwny nie mozna mi zrobic tego znieczulenia...powiem wam ze 6razy probowali mi zrobic te znieczulenie i nicboze jak bolalo...plakalam z bolu i wkoncu zapadla decyzja ze dadza mi calkowita narkoze...uf....troche mi ulzylo lecz czekanie na te znieczulenie bylo dlugie ...cisnienie obled dostalo warjacji...190 na 120 ....tak wiec musialam sie uspokoic ...zabrali mojego m
zostalam sama z masa lekarzy hm..czas mi sie dluzyl ogromnie choc faktycznie trwalo to chwilke zaczelam liczyc 1..2....i juz nic nie pamietalam...i tak o 12:53, waga 2890 i 52 cm...przyszedl na swiat moj Kubus
ok 14.40 obudzilam sie z narkozy i zaraz zawiezli mnie na sale i moi faceci byli juz ze mna
) tulilam w ramionach mojego szkraba
..czulam sie w miare dobrze...na drugi dzien juz odlaczyli mi cewnik i wstalam z lozka chodzilam i chodzilam i wcale nie mialam zamiaru wracac do lozka ..bylam szczesliwa ze mam juz moja kruszynke przy sobie...
powiem wam kobitki jedno dziekuje ze jest cos takiego jak cc..i ze wszystko zalezy od nastawienia kobiety do cc...nic innego ...we srode urodzilam w niedziele o 9 rano bylam juz w domku..blizna po cc jest mala goi sie super....Kubus jest cudowny hehe...
jestem szczesliwa ,ze moglam rodzic przez cc...i jezeli kiedykolwiek jeszcze bym miala rodzic to tylko przez cc...teraz wiem ze ten wybor byl trafny)



boze jak bolalo...plakalam z bolu i wkoncu zapadla decyzja ze dadza mi calkowita narkoze...uf....troche mi ulzylo lecz czekanie na te znieczulenie bylo dlugie ...cisnienie obled dostalo warjacji...190 na 120 ....tak wiec musialam sie uspokoic ...zabrali mojego m
ok 14.40 obudzilam sie z narkozy i zaraz zawiezli mnie na sale i moi faceci byli juz ze mna

