8.00 Mąż pojechał do pracy, zjadłam śniadanie, poszłam sie połozyc z powrotem.Zasnęłam
9.00 Zerwałam sie słysząc dzwonek do drzwi, całkiem zapomniałam że miała przyjść paczka dla męza. Odebrałam, poszłam sie połozyć.
Pisze do męza, SMS:Coś tam czuje znowu brzuch jak na okres,ale nic poza tym sie nie dzieje
10.00:11.30 Czuje skurcze ale bardzo nieregularne, spinam sie ale pamiętaam o oddychaniu
SMS Ja do M: Skurcze dziwnie bo co 20 minut albo 8,to jeszcze chyba nie to
SMS M do Ja: A może przyjechac moze juz sie zaczyna
SMS Ja do M: Gdzie jest stoper w noki, bo moze źle licze te skurcze
SMS M do Ja: Kurcze nie moge znależć stopera, ale sie zestresowałem
11.45
SMS Ja do M: Wiesz czytam to ta pierwsza faza jest od kilku do kilkunastu godzin. Tak że raczej spokojnie. Boli ale jakoś dam rade, do wieczora moze sie cos rozkreci
SMS Mdo Ja: Skoro tak mówisz to ok, ale jakby co to zaraz daj znać to jade
A ja zaczęlam te skurcze już dośc mocno czuc, oddychanie mi nawet nie pomagał
12.15
SMS Ja do M: Lepiej przyjedz
Nie mogłam już dac rady tak szybko z nieregularnych skurcze przeszły w co 10 i 7 minut. Mąż z pracy uwinał sie w 10 miinut, nawet nie pytam jak szybko jechał
Wsiadamy i jedziemy. MAła tak mi wwijała dziwne kszttalty w brzuszku. Aja czułam skurcze prawie że co 5 minut. Wchodzimy na pordowkę i mówię do połoznych: Dzień dobry ja chyba do porodu. Położne mówią no chyba tak i zaczęły sie śmiac. Kazały mężowi lecieć po historię na izbe przyjeć. Potem mówił że położna powiedziała doniego: POwiedz tym paniom że ta historia pędem.
Zaprowadziły mnie do lekarza, zbadał i mówi pełne rozwarcie, prosze przebic pęcherz. Zaraz szłyśmy na sale porodowa i kazała wskoczyć na łózko, przebiła mi pecherz. Ja juz nie mogłam z bólu, mała parła już tak mocno. Maż przybiegł w fartuszku. Najlepsze jest to że ja juz mała rodziłam a one jeszcze papiery wypisywały i pytały sie o info i kazały mi sie podpisać w ilus miejscach. Myślalam,że odpłyne. Przyszła moja lekarka i mówi ale szybko Panią wzięło, aż niemożliwe. Ona stała z jednej strony, miała reke na moim kolanie, to przy parciu wykreciłam jej palec, dopiero po fakcie sie kapłam że to była jej dłoń a nie meza. One wołaly: Dorota, powietrze i przyj, świetnie Ci dzie, a ja mialam wrażenie że umre z bólu. Najważniejszy był dla mnie głoś męża jak mówił Ze jeszcze troche, że już widać głowkę. Dał mi dużo wsparcia. Miałam wrażenie że ten ból sie nigdy nie skończy, ale w końcu malenka wyskoczyła punktualnie o 14.00. Dali mi ja, a ja nie mogłam uwierzyc że to nasze dziecko. Wogóle do mnie nie docierało, jakbym była poza tym. Potem zabrali ją mąż, poszedł z mała i pokazali mi ja przez okno jak ją mierzą i ubierają. Mąż pstrykał zdjęcia i był pełen dumy.
Wrażenia nie mile, ale jak mowicie jak sie widzi jak dzieciątko uśmiecha sie przez sen to myśle że to NASZ MAŁY CUD.
A co do męża to jest dla mnie największą podporą. Teraz jest tez ze mną i ostatnio było mi żal że tak biega, praktycznie się nie wysypia, a on do mnie Zbroiliśmy Kalinkę razem to razem trzeba wszystko przejść. Mam męża Anioła
A na oddziale śmiali sie że z pełnym rozwarciem to rzadko która przyjeżdza. Jak rodziłam to nawet panie z roamingu i noworodków przyszly mnie oglądac