Byłam już tydzień po terminie, w sobotę rano obudziłam się ze skurczami dosyć mocnymi i nawet do męża mówię że dzisiaj rodzimy, roześmiał się tylko , pojechaliśmy do szpitala na ktg, lekarz który mnie badał mówi że rozwarcie na 4 cm, ale jeszcze nie rodzę i mówi że przyjmuje mnie na patologię- nie zgodziłam się, pojechaliśmy do domu, a tu skurcze coraz boleśniejsze i częstsze, rodzina zaczęła panikować, więc po 19 zgłosiłam się jeszcze raz na badanie, lekarz mówi że jest już 5 cm i zostałam już na patologi, po wieczornym obchodzie lekarz mówi jedziemy na porodówkę więc dzwonię po T żeby przyjechał bo rodzimy.
Na porodówce byliśmy o 23,25 okazało się że położna jest znajomą T więc była prawie cały czas przy mnie, w czasie pierwszego skurczu z 5 cm zrobiła mi 8 bolało nieziemsko, stwierdziła że skurcze są kiepskie więc podłączyła oksy i w ciągu 20 min zrobiło się 10cm, parłam 10 min i mój synuś był na świecie. Dodam tylko że gdyby nie mąż byłoby dużo ciężej, pomagał mi w oddychaniu i wspierał, dodawał sił gdy ich brakowało! Nie wyobrażam sobie rodzić bez niego, bez niego bym sobie nie poradziła.
Nikodem Jerzy przyszedł na świat o godz. 0.40, dostał 10 pkt, i już cała rodzina jest zakochana w moim krasnalku a najbardziej jego starsza siostra Hania