Zamknięty Temat
Strona 1 z 3 1 2 3 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 27

O narodzinach Szymka

  1. #1
    pedagożka
    Mamuśka

    O narodzinach Szymka

    Advertisement

    Od samego początku, odkąd tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży nie mogłam doczekać się porodu i chwili, gdy ujrzę swoje dziecko. Na ten moment musiałam cierpliwie czekać, trochę dłużej niż to zwykle bywa, bo Szymek urodził się 10 dni po terminie. 26.04.2010 roku o godzinie 17.45 stał się cud i moje dziecko przyszło na świat, chociaż mogło być inaczej.... to dlatego ten dzień wywołuje we mnie mieszane uczucia. Kojarzy mi się z wszechogarniającą miłością do synka i męża który był wtedy przy mnie i ogromnym strachem o dziecko, które przez 9 miesięcy troskliwie nosiłam pod sercem.
    Do szpitala zgłosiłam się w czwartek, tydzień po terminie porodu. Nic się nie działo, nic się nie zapowiadało, i tylko to moje ciśnienie, z dnia na dzień coraz wyższe... kazano mi cierpliwie czekać do poniedziałku. Powiedziano, że jeśli do poniedziałku nie urodzę samodzielnie, zaczną wywoływać poród, więc czekałam...., a najgorsze były noce, bo wtedy słychać było wyraźnie kobiety które rodziły...
    W poniedziałek rano zabrano mnie na tzw. preindukcję porodu. Lekarz zakładał mi tzw. balonik, który miał spowodować większe rozwarcie i który mógł wywołać skurcze. Podczas zakładania tegoż balonika, w pewnym momencie lekarz powiedział "Coś mi się tu nie podoba, no to nam się porobiło....", a ja czułam ciepły strumień, który spływał mi po nogach, tak odeszły mi wody.... lekarz powiedział mi jeszcze jedno "Mam dla pani dobrą informację, bez względu na wszystko dzisiaj Pani urodzi ) Była 8.50, a mnie kazano chodzić bez wód, wszyscy liczyli na to, że teraz coś się rozkręci..., a ja tak chodziłam 3 godziny, 4, 5, a mój synek coraz mniej mnie kopał, więc biegałam co chwilę do lekarzy i położnych mówiąc o tym, że się boję, bo on się mało rusza... " No i co pani się dziwi??? Czy Pani mogłaby się ruszać w takiej piłce bez powietrza???, On ma tam teraz mało miejsca, dlatego mniej się rusza..."
    Nawet po odejściu wód, zero skurczów,nic... cisza... Lekarz stwierdził "no trzeba wreszcie tę ciąże jakoś zakończyć...." Podłączono mnie pod pompę oksytozynową. Mąż trzymał mnie za rękę, ja podpięta pod KTG patrzyłam jak spływają kolejne krople oksytocyny.... która zaczęła bardzo szybko działać. Skurcze pojawiły się niemal natychmiast. Myślałam sobie RODZĘ, wreszcie! najgorsze było to, że nie mogłam chodzić. kabel od kroplówki był na tyle krótki, że, gdy odpięto mnie od KTG, mogłam najwyżej stać i kucać, lub pochylać w czasie skurczów, które były coraz silniejsze... ale nadal się uśmiechałam... Tłumaczyłam mężowi, że jak tylko urodzę to zjem jabłko i lody
    Na zegarze było dobrze po 16 kiedy skurcze stawały się coraz silniejsze, ale nadal się uśmiechałam..., więc położna mówiła, że jeszcze długa droga przed mną, że na pewno potem przestanę się uśmiechać... a ja byłam twarda i chciałam urodzić z uśmiechem..., położna nie wierzyła, że to już 6 cm...
    Podłączono mnie znowu pod KTG, czujki nie mogły znaleźć tętna małego.... Położna dłuuugo go szukała.... a monitor aparatury wskazywał, że tętno szymka waha się 60, 50, 60 czasem 70.... Zaczęłam przeraźliwie płakać... Na sali szybko pojawił się lekarz, przez łzy podpisywałam jakieś papiery myśląc, po cholerę każą mi jeszcze coś podpisywać, nich szybciej robią to cięcie. Mąż ściskał moją rękę, ale po raz pierwszy w życiu widziałam łzy w jego oczach... Skurcze zwijały mnie wpół, potem jakieś zastrzyki, potem zaczęłam się trząść jak galareta... potem kłuli mnie w plecy.... potem czułam jak szarpią mój brzuch, a potem zobaczyłam małego człowieczka, którego ze mnie wyjęto. nie płakał...., był siny... zamarłam..... Bardzo szybko wyniesiono go do pokoju obok, na szczęście po chwili usłyszałam krzyk, pierwszy krzyk mojego dziecka! tej chwili nie da się z niczym porównać! 17.45 mój największy cud, mój Szymek odezwał się do mnie po raz pierwszy! Krzyczał, że zwyciężył, żebym się nie martwiła! śmiałam się przez łzy. każda chwila z moim dzieckiem jest dla mnie najcenniejszą.


    Ostatnio edytowane przez pedagożka ; 06-25-2010 o 23:12

  2. #2
    ewcia0133
    Mamuśka
    piekny opis, lzy plyna po policzkach..
    gratuluje!

  3. #3
    Alhana
    Mamuśka
    Popłakałam się, twój poród przypominał jotę w jotę mój. Z tym że mnie nie kroili, a dalej kazali rodzić naturalnie.
    I wiem co to znaczy zobaczyć sine nie płaczące dziecko. I wiem jak serce ociepla pierwszy krzyk dziecka
    Wielkie buziaki dla Ciebie i Szymka

  4. #4
    sagapo
    Super Moderator
    Boże, już dawno tak nie ryczałam przy opisie porodu
    przypomniało mi się wszystko a najbardziej widok mojego dziecka bez oznak zycia
    wiem co przeżyłaś
    dlatego bardzo mocno Cię tulę
    wspomnienia z czasem blekną, ale to wyjście dziecka zawsze zostaje w serduchu
    ja już wiem ze poród musi boelć i wspominam czasem nawet ze śmiechem, ale jak dochodze do momentu wyjscia dziecka to wszystko we mnie zamiera
    ehh...

  5. #5
    justi9090
    Mamuśka
    nie no pedagozka, az mi lezki polecialy ...
    zuch mamuska z ciebie, a Szymus boooski chlopak ....
    najwazniejsze ze jestescie teraz razem wszyscy taaacy szczesliwi ....

    --- Dopisek ---

    sagapo moj Niko darl sie a darl i pielegniarke jezcze obsiural ...

    ale szczerze nie zazdroszcze , chyba umarlabym jakby Niko nie zaczal plakac odrazu ...

  6. #6
    suri
    Ciężarówka
    rany ... popłakałam się

    dla maluszka

  7. #7
    asia22
    Mamuśka
    pedagozka wspolczuje przezyc,szymus musial niezle sie nameczyc,buziole dla niego

    moj porod bardzo podobny,tylko trwal ponad 30 godzin,a zakonczyl sie problemami tak jak twoj,tylko u mnie szymus by nie mial mamusi....

  8. #8
    joasya
    Ciężarówka
    bylas dzielna, najwazniejsze ze juztulisz synka w ramionach i masz go przy sobie

  9. #9
    Natasza28
    Mamuśka
    Nie napiszę nic odkrywczego i innego niż dziewczyny...czytając Twój opis łzy lecą po policzkach ze strachu i później ze szczęścia...

  10. #10
    wiolaja
    Mamuśka
    O rany! Ale sie strachu najadlas... wspolczuje

    Poryczalam sie...

    Piekny opis. Szkoda tylko ze tak wiele strachu musials przezyc...

    Najwazniejsze ze z szymkiem wszystko dobrze!

Zamknięty Temat
Strona 1 z 3 1 2 3 OstatniOstatni

Fajne strony