Mój poród niestety nie należał do najłatwiejszych. 17-ego października około 17-ej po południu zaczęłam odczuwać pierwsze skurcze tak około co 9 minut, ale nie były bolesne, trochę jak na @ i brzuch mi się stawiał, no ale były regularne, więc zaczęłam podejrzewać że zbliża się moja godzina 0. O 19-ej skurcze były już co 7-6 minut i zaczynało coraz bardziej boleć, więc byłam pewna, że poród się już zaczął. Około 20-ej zaczęły sączyć mi się wody, więc pojechaliśmy z M do szpitala, na izbie przyjęć ginka mnie zbadała i rozwarcie miałam dopiero na 1.5 cm, ale jak wstałam z krzesła żeby jechać już na porodówkę nagle chlupnęły mi wody i lały się na podłogę bez końca . Na porodówkę M nie wpuścili bo dużo kobiet rodziło i nie mieli pojedynczej sali wolnej więc zostałam podłączona do KTG i leżałam ta sama, czułam się bardzo zagubiona i bardzo mnie już bolało, poród miał być rodzinny, a tu ja sama, nawet położna do mnie za często nie zaglądała, dosłownie raz na parę godzin, tak całą noc leżałam, nie odłączyli mnie od KTG nawet na chwilkę nie mogłam w ogóle chodzić. Około 4-ej nad ranem miałam już pełne rozwarcie i zaczęły się bóle parte, ale poród nie postępował, to znaczy główka nie chciała schodzić w dół. Ginka próbowała coś tam pomuc dziecku poprzez masaż, ale to mnie tak strasznie bolało, że nawet nie miałam siły przeć, a między skurczami dosłownie spałam byłam prawie nie przytomna, wykończona tym bólem i bardzo brakowało mi mojego M, bo nawet nie było komu podać mi szklankę wody . O 6-ej przyszedł nowy gin i zdecydował że robią cięcie, bo nie dam rady urodzić, było mi już wszystko jedno co zemną zrobią, byle tylko przestało boleć, marzyłam już o znieczuleniu i bardzo martwiłam się czy z moją kruszynką jest wszystko w porządku, myślałam sobie ze skoro ja tak się męczę to ona też musi już mieć wszystkiego dosyć. 6.33 na świat przyszła Juleczka, waga 2.890 kg. długość 52cm. i dośtała 10 punktów apgar. Kiedy usłyszałam jej płacz łzy leciały mi jak grochy ze szczęście i ulgi że już jest po wszystkim. Kiedy położna mi ją przyniosła na chwilkę pierwsze co pomyślałam to- jaka ona jest podobna do Krystianka. Naprawdę jak dwie krople wody tylko, że Julcia w mniejszym wydaniu :-> . I już byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Kiedy już przewieźli mnie na salę wybudzeń od razu zadzwoniłam do M on czekał przed porodówką, ale o 1-ej w nocy ochroniarka wygoniła go ze szpitala, masakra . Niestety mój poród kojaży mi się ze strasznym koszmarem, mam nadzieję, że żadna z was nie będzie musiała przez coś takiego przechodzić. Julcia oczywiście już dawno mi to wynagrodziła i wynagradza codziennie każdym swym uśmiechem, dzięki niej już prawie zapomniałam jaki to bł ból :->
olamarcin, dzielna z ciebie kobitka!Gratulki!
No ja bym opierdzielila szpital za takie potraktowanie.Wiem,ze wtedy bylas wykonczona ale teraz ja bym zlozyla skarge!