Witam,
jestem na forum od niedawna. Czuję się, na razie, rzeczywiście jak nowicjusz. Ale na prawde bardzo chcę sie zaaklimatyzować. Czytałam Wasze historie porodów i idzie się wzruszyć
Moja historia zaczęła się 26.08.2015 o godzinie 15:30 kiedy to z mężem mieliśmy się stawić na szpitalu do cc. Niestety pomimo moich wielkich nadziei na poród sn, musieliśmy zdecydować się na cc. Powodem było to, że Maluch był na prawdę sporych rozmiarów, a moja miednica mogłaby nie dać rady. W rezultacie dla dobra i bezpieczeństwa syna zdecydowaliśmy się na cc, do którego lekarz nas namawiał. A nie powiem, bo lekarz prowadzący na prawdę kompetentny gość.
Także w środę 26go sierpnia przyjechaliśmy na szpital. Ok 16tej miałam byc podłączona pod kroplówki, żeby nawodnić organizm przed cięciem. Zanim to nastąpilo mój lekarz zasięgnął jeszcze opinii innego w sprawie "wielkości" płodu. No i rzeczywiście okazało się że Igor jest dość spory. Jeszcze szybkie, rutynowe badanie szyjki i mialam przejść na oddział porodowy. W momencie kiedy wchodzilam na kozioł do badania odeszly mi wody... Za jakieś 30 min miałam regularne skurcze. Na początku całkiem znośne, ale po jakieś godzinie zaczęły sie nasilać i robiło się na prawdę nie ciekawie. Wchodziłam pod prysznic, chodzilam po sali. Musiałam czekac bo 3 kroplówki były mi przeznaczone. A tu zaczęło sie robic rozwarcie, ktg pokazywało coraz częściej i coraz większe skurcze. W końcu po 4h wzięli mnie "na stół". Szybkie znieczulenie i po 10 min uslyszałam Igora
Dostał 10pkt 57cm i waga 4670g. Okazało się że był największym noworodkiem na oddziale. Tym większe zaskoczenie, że my z mężem nie jesteśmy "wielkich" rozmiarów, więc skąd mu sie ta waga wzięła...nie wiadomo. Ale najważniejsze, że zdrowy i że urodził sie bez żadnych powikłań