Zamknięty Temat
Pokaż wyniki od 1 do 9 z 9

O Madzi co chciała wcześniej wyjść :)

  1. #1
    nunusia
    Mamuśka

    O Madzi co chciała wcześniej wyjść :)

    Advertisement



    W poniedziałek 5 maja miałam się stawić w szpitalu na obserwację, to był 36t5d. Córcia mniej więcej od połowy ciąży zbyt wolno przybierała na wadze, co spędzało nam sen z powiek. Mimo że na usg wszystko wyglądało ok gin w końcu zaproponował obserwację w szpitalu. Konkretnie w klinice z 3 stopniem referencyjności jakby wcześniej ją trzeba było wyciągać i z uwagi na podejrzenie hipotrofii.
    O 8 rano pojawiłam się na izbie przyjęć wśród tłumu innych kobiet. Co się naczekałam to moje, ale w końcu położna poprosiła mnie do gabinetu na pierwszy z obowiązkowych elementów przyjęcia, czyli ktg. Leżałam sobie i było mi strasznie niewygodnie, cała miednica mnie bolała, spojenie łonowe i krzyż jak na @. Ale w sumie od jakiegoś czasu już tak się czułam, więc nie przejmowałam się. Po chwili położna odpinając mnie mówi, że piszą się piękne skurcze. Ja jej na to, że nie ma mowy bo ich nie czuję. Kazała wyjść na korytarz i czekać. No i jak sobie siadłam i czekałam wsłuchana w siebie to faktycznie zaczęłam czuć te skurcze! Były co 10 min. Po chwili znów zostałam zawołana i tym razem już ginka mówi że przyjmują mnie ale nie na patologię tylko na porodówkę. Ja jej na to, że jakim cudem, że takie skurcze to ja czuję od połowy ciąży i jakoś do porodu nie doprowadziły a poza tym pięć dni temu było 1,5 cm zamkniętej szyjki. Zaproponowała badanie i tam szok, bo szyjka zgładzona a rozwarcie na opuszek. Gdzieś w ciągu następnej pół godziny czyli w drodze z IP na porodówkę opadł mi brzuch ale tak nagle i tak bardzo że aż dziwnie to wyglądało.
    Czyli porodówka! M w pracy 25 km ode mnie, ja bez torby do porodu, miałam tylko zwykłe rzeczy potrzebne na oddziale. Na porodówce okazało się, że trafiła mi się pojedyncza sala i świetna położna. Przyszedł gin zbadał i orzekł, że spróbujemy powstrzymać poród. Podpięli mnie pod ktg i dostałam magnez. I leżałam sobie przez następne 3 godziny. M co chwilę pisał smsy: kiedy będzie poród?, rodzisz już? kiedy mam przyjeżdżać? W trakcie kroplówki skurcze zrobiły się już co 5 min. Przyszedł mój gin, zlecił dopplera i powiedział że jak będzie ok to rodzimy z oksy. Doppler wyszedł ok, a waga wyszła na poziomie 2560g.
    Pod oksy skurcze były co 5 min ale z czasem ich długość się wydłużyła i siła wzrosła. Położna kazała zadzwonić po M. Przyjechał, pomagał, wspierał. Niestety przez kolejne 3 godziny skurcze były takie same a rozwarcie zatrzymało się na 2 luźnych palcach. Po odłączeniu oksy skurcze znacznie osłabły i pozwolono mi się przespać do rana. Młoda szalała w brzuchu przez całą noc jak dzika. Dodatkowo przez cały czas męczyły mnie skurcze. Nieregularne, ale bolesne. Zupełnie się nie wyspałam. Przez całą noc co godzinę miałam ktg bo zapis tętna był trochę zbyt płaski.
    Byłam pewna, że rano trafię jednak na patologię. A tu niespodzianka, bo rano mój gin stwierdził, że jak tak wygląda ktg to spróbujemy jeszcze raz z oksy. Ale że mam na wszelki wypadek nic nie jeść jakby rozwarcie znów nie postępowało. Podłączyli mnie pod oksy i pod ktg na stałe. Na początku nic się nie działo. M znów w pracy siedział zniecierpliwiony. Ale nowa położna mówiła, że na pewno zdąży. Kobitka była starsza, z dużym doświadczeniem i była strasznie delikatna.
    Po 10tej zaczęły się pojawiać skurcze, na początku oczywiście nieregularne. Ok 11tej skurcze zrobiły się regularne i rozwarcie zaczęło postępować. Położna powiedziała, że mogę dzwonić po M bo zaczynamy i jak na jej oko to szybko pójdzie. Niestety ciągle byłam unieruchomiona oksy i ktg. Tuż po 12tej poprosiłam o odpięcie, bo raz, że skurcze mocno dawały w kość a na leżąco ciężko je było znieść, a dwa że poczułam, że organizm zaczyna się sam oczyszczać. Gdy wróciłam i okazało się, że nie ustępują bez oksy to położna powiedziała, że nie musi już mnie podpinać ale do końca porodu co równe 10 minut przychodziła i sprawdzała tętno córci. O 12:30 położna mnie zbadała i powiedziała że jesteśmy na półmetku rozwarcia i że zaraz odejdą wody. I faktycznie kilka sekund później odeszły. Ale wypływały potem jeszcze długo. Siła skurczy w tym momencie znacznie się wzmogła. Próbowałam różnych pozycji, ale najwygodniej mi było siedzieć na krześle w rozkroku i w momencie skurczu M podchodził do mnie z przodu i przytulałam się do niego. Przetrwaliśmy tak kolejne półtorej godziny. Byłam strasznie zmęczona, było mi bardzo zimno z tego zmęczenia i przysypiałam na siedząco między skurczami.
    W czasie następnego badania czyli po 14tej położna powiedziała, że mamy pełne rozwarcie. Kolejny raz w ciągu ostatnich 24 godzin nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę!
    Po chwili przyszła druga położna, przygotowały wszystko co trzeba i kazały przeć. A mnie wtedy ogarnęła straszna panika i lęk o Madzię. Mimo, że na sali była ginka i dwie lekarki pediatry z wcześniaków. Położna kazała przeć. Po dwóch parciach, gdy główka wystawała, moja panika wzrosła, bo zauważyłam jakieś spojrzenia i szepty między położnymi a pediatrą. Po wleczącej się wieczność chwili sprawdziły tętno Małej i w końcu głośno powiedziały, że jest ok, że tętno 140. To mi dało siłę i po kolejnym parciu Niunia była już do połowy na świcie. I już wtedy się rozwrzeszczała Kolejnego parcia nie było bo Niunia wydostała się sama o 14:35. Dostałam Madzię pod koszulę i mogliśmy już z M płakać ze szczęścia. Potem było przecinanie pępowiny, czekanie aż urodzi się łożysko i wreszcie szycie. Położna krocze ochroniła, ale lekko pękłam.
    Po tym wszystkim mieliśmy już tylko czas dla siebie. To były cudowne 2 godziny. Zaliczyliśmy pierwsze karmienie. Mieliśmy czas na przytulanie, wzruszenia, zdjęcia i cieszenie się naszym wyczekanym cudem, który wreszcie mieliśmy bezpiecznie przy sobie.
    Porównując oba porody, oba bez znieczulenia, wielkiego Piotrusia i maleńkiej Madzi to powiem, że spodziewałam się że teraz będzie lajcik a tu nic z tego. Ból taki sam jak nie większy. Być może większy, bo potęgowany strachem o życie i zdrowie córeczki.




  2. #2
    kamccia83
    Mamuśka


  3. #3
    oLiCa
    Mamuśka
    Aniu, ale cudnie, bo już jesteście razem
    Gratulacje!!


  4. #4
    staraczka
    Mamuśka
    az mi sie lezka zakrecila w oku! gratulacje! witaj kruszyno!


  5. #5
    bajaderka
    Ciężarówka
    Piękny opis...jak dobrze że jesteście już razem!


  6. #6
    Ruda81
    Mamuśka
    Aniu i wkoncu masz swoja Madzie przy sobie


  7. #7
    Sigonka
    Mamuśka


  8. #8
    przekorna
    Mamuśka
    i łezka w oku mi się zakręciła dzielne dziewczynki no i em też dzielny


  9. #9
    karola88
    Mamuśka
    gratuluje z calego serducha. a na ten czas gdzie zistawiliscie Piotrusia?
    niby drugi porod szybszy i mniej bolesny ale jak widac nigdy nie wiadomo


Zamknięty Temat